Dziś mija 74 rocznica wydarzeń lwowskich z 1936 roku, kiedy to władze Najjaśniejszej II Rzeczpospolitej były łaskawe zgotować krwawą łaźnię protestującym robotnikom.
Tego właśnie dnia we Lwowie odbywał się pogrzeb zastrzelonego podczas demonstracji bezrobotnego Władysława Kozaka.
Jak wspomina jeden ze świadków zamordowania tego człowieka:
Tym razem była to kolejna manifestacja bezrobotnych. W pochodzie było ich niewielu, wyglądali nad wyraz biednie, jak ci bezdomni z cegielni, sami mężczyźni. Szli przez miasto z nędznym transparentem i krzyczeli: „Pracy i chleba". Nadeszli od placu Mariackiego przez ulicę Akademicką, na placu Akademickim zagrodziła im drogę policja, na czele oddziału jechali konno komisarz i jego pomocnik. Stałem od nich w odległości nie większej niż 50 metrów, w pobliżu pomnika Aleksandra Fredry, tego samego który obecnie znajduje się na Rynku wrocławskim.
Komisarz zaczął właśnie rozmawiać głośno z manifestantami, którzy stanęli widząc policję, gdy znajdujący się za nim pomocnik wydobył rewolwer i oddał serię strzałów w kierunku bezrobotnych. Jednego zabił na miejscu, drugiego, rannego, zaniesiono przy mnie do bramy pobliskiego domu. Manifestanci rozproszyli się, ale w mieście tego dnia zapanowało podniecenie. Organizacje lewicowe, związki zawodowe i robotnicze postanowiły urządzić manifestacyjny pogrzeb zmarłego, którego nazwisko brzmiało — Kozak. Było jasne, że nie naruszył on żadnego prawa, wina leżała całkowicie po stronie strzelającego policjanta.
Ukazał się kolejny numer pisma Związku Syndykalistów Polski "Zapłata" (kwiecień – czerwiec 2010) skierowanego do środowisk pracowniczych.
W najnowszym numerze m.in.:
- Czym jest prekaryzacja?
- Pracodawca proponuje umowę śmieciową - co robić?
- Akcje pod biurami Start People na temat pracy tymczasowej
- Wywiad z pracownikiem tymczasowym poszkodowanym przez agencję Groen Flex (2009 r.)
- Prawa pracownika tymczasowego
- Pikiety pod Green Way’em
- Wrocławska gastronomia – chińskie standardy w centrum Europy
- Rozstrzygnięcie konkursu "Najgorszy Pracodawca 2009"
- Warszawa: Bezkarność, bezradność i obojętność na budowie Stadionu Narodowego
- Słowacja YURA: Władza Szefów i Władza Pracowników. Taktyki i
Możliwości
- W obronie praw związkowych w Niemczech: Protest solidarnościowy z FAU
- Protest doktorancki
Hasłem tegorocznej Manify jest „Solidarne w kryzysie, solidarne w walce”. Jest to jasne odniesienie do walki pracowniczej i czytelna aluzja do historii marszu z okazji Dnia Kobiet. Jako uczestniczki tego marszu, które co roku uczestniczą w Manifie, wzywając do większego udziału kobiet w organizowaniu się w miejscu pracy i w antykapitalistycznych ruchach społecznych, powinniśmy być zachwycone, że w tym roku pojawiło się takie hasło.
Niestety, mamy do czynienia z inną rzeczywistością. Dominujące postaci w ruchu feministycznym są faktycznie solidarne z neoliberalnym projektem lub reformistyczą socjal-demokracją, co stanowi niebezpieczne odejście od realnej walki: walki o budowę oddolnych organizacji społecznych i pracowniczych, niezależnych od szefów i od polityków. Taki oddolny ruch może wreszcie uwolnić się od polityki władzy i ją całkiem obalić.
Oświadczenie odczytane 11 stycznia podczas pikiety pod Ambasadą Niemiec w Warszawie.
Prawo pracowników do organizowania się i do prowadzenia skutecznych działań we własnym interesie znalazło się pod ostrzałem. Prawo do strajku oraz prowadzenia działalności związkowej jest coraz bardziej ograniczane w krajach Europy i świata. W Polsce, rząd przygotowuje zamach na pluralizm związkowy, przy wsparciu głównych central związkowych, które chcą pozbawić małe związki prawa do reprezentacji pracowników. Skutkiem nowelizacji Ustawy o Związkach Zawodowych będzie mniejszy wybór dla pracowników i bardziej ograniczone możliwości tworzenia nowych struktur związkowych.
W Niemczech miał ostatnio miejsce inny zamach na prawo do zrzeszania się. Sąd postanowił, że związek zawodowy FAU-Berlin nie ma prawa działać jako związek. Pracownicy berlińskiego Kina Babylon ponad roku temu zrzeszyli się w związku i wstąpili do FAU-Berlin. Jednak pracodawca nie chciał uznać tego związku. W końcu, znalazł inną metodę: poprosił o pomoc „kolesi” z ugodowej centrali związkowej Ver.di. Stworzono w kinie „żółty” związek, który nie został utworzony przez pracowników, nie miał od nich mandatu, a jednak zawarł z pracodawcą umowę zbiorową. Związek ten należy do centrali-giganta, monopolisty związkowego w sferze usług, części wielkiej konfederacji związkowej utworzonej przez związki, które również są praktycznymi monopolistami w swoich branżach. Choć formalnie pracownicy mają prawo tworzyć własne związki zawodowe, okazało się, że sąd może w praktyce zakazać działalności związkowej, nawet bez podawania jasnych przyczyn. Tak się działo w przypadku FAU.
Ten wyrok został odebrany jako próba zniechęcenia pracowników do tworzenia oddolnych związków zawodowych, które mogą stać się atrakcyjną alternatywą dla zbiurokratyzowanych i ugodowych związkowych molochów.
W konsekwencji wyroku, FAU nie ma już prawa negocjować z pracodawcą w Kinie Babylon. Sąd po prostu uznał, że pracownicy nie mają prawa decydować, do którego związku chcą należeć i nie mają prawa występować we własnym imieniu. FAU – jako związek działający oddolnie – umożliwiał pracownikom kontrolę nad przebiegiem negocjacji.
Pomimo zakazu, jest jednak spore pole do działania. Jeśli pracodawcy nie chcą negocjować z pracownikami, tym lepiej - pozostaje akcja bezpośrednia jako nacisk na pracodawcę. Pracownicy mogą doskonale sformułować swoje żądania bez zgody pracodawcy i związkowych biurokratów i tak właśnie postąpią, jeśli będą gwałcone ich prawa. Takie zakazy mogą doprowadzić do radykalizacji pracowników, którzy nie będą chcieli tolerować dalszych represji.
Protestujemy przeciwko wspólnej akcji pracodawców, partii politycznych, żółtych związków i sądów przeciw FAU i przeciw samoorganizacji pracowników. Będziemy walczyć z represjami antyzwiązkowymi i bronić naszych kolegów z FAU. Jeśli instytucje prawa będą starać się zakłócić naszą działalność, będziemy nadal działać, ale poza prawem i przeciw władzom.
Na pohybel rządom i wyzyskiwaczom!
Związek Syndykalistów Polski – Warszawa
Stowarzyszenie „Wolność Równość Solidarność”
Gorczenica, 20.08.2008r.
Raport
Co czuje człowiek, który wpada do 1,5 m mieszalnika z miażdżącymi i rozcinającymi mieszadłami w ruchu? Jak czuje się załoga, do której docierają przeraźliwe krzyki, jęki i dźwięk łamanych kości tego nieszczęśnika, który chce żyć i odzyskuje nawet przytomność? Co czuje rodzina, która dostaje informacje od przejeżdżającego akurat kierowcy z fabryki, że ich dziecko miało tylko wypadek, po czym okazuje się, że „tylko wypadek” jest śmiertelny...
Wydawałoby się, że dyskusja o startowaniu w wyborach samorządach i partycypacji w rządzeniu dobiegła końca. Złudzeniem też było, jakoby stanowisko anarchistyczne zwyciężyło, choćby w środowisku wolnościowego socjalizmu. Zwolennicy działania odgórnego zeszli do podziemia, by zaatakować, jak to mają w zwyczaju, przy pomocy dekretów i zarządzeń. Ustalanych jeszcze przez "samorządne", niekontrolowane organy pewnych związków.
DOŚĆ PODWYŻEK CEN! CZAS NA PODWYŻKI PŁAC!
Nieustannie słychać o podwyżkach cen żywności, gazu, czynszu. Nie wspominając o towarach luksusowych, jak alkohol czy papierosy. Najgorsze, że nie są to tylko pogłoski, kaczki dziennikarskie lub plotki, ale rzeczywistość, którą czujemy codziennie. Wzrosły koszty utrzymania,a nasze pensje okazały się mniejsze niż cztery, trzy, dwa miesiące temu. Zarabiamy faktycznie coraz mniej, dostając „na rękę” lub konto w banku tyle samo.
Co jakiś czas słyszymy o podwyżkach pensji tu czy tam. Często nie wyrównują one straty, którą ponosimy jako pracownicy, w wyniku wzrostu kosztów utrzymania.
Po zwycięstwie Platformy Obywatelskiej nad innymi partiami konserwatywno-neoliberalnymi w Szczecinie rozpoczęła się wielka likwidacja placówek publicznych. Pod młotek młodej ekipy poszedł w pierwszym rzędzie Szpital Miejski, który miał tego pecha, iż znajduje się w centrum miasta. Wyrok zapadł również na szkołę integracyjną. I potem kolejne wiadomości o planach likwidacji. Szpital dziecięcy został wybudowany w złym miejscu, podobnie Szkoła Podstawowa 54…
Podczas demonstracji przeciwko planom Prezydenta i spółki przedstawiciele likwidowanych szkół i szpitali zadawali pytanie: W czyim interesie są te działania? Kto na tym zarobi? Oczywiście odpowiedzi nie dostali, żadne nazwiska nie padły i nie padną. Można jednak odpowiedzieć na to pytanie. Bardziej ogólnie.
Nie zamarła w nas fantazja codziennie pacyfikowana przez różnorodne formy nadzoru i kontroli. Nie straciliśmy rewolucyjnej, dziecięcej odwagi negowania i przekraczania zastanego systemu. Ostrzymy oręż kreatywności, podsycamy ogień wściekłego intelektu, łączymy nasze jednostkowe życia w dobrowolnej współpracy przeciwko globalnemu kapitalizmowi i dyktaturze technokratów. Przeciwko bladolicym, nudnym specjalistom od społecznego warunkowania i zarządzania nędzą.
Zwracamy się do każdego, kto nie uległ dyktaturze konsumpcji, ideologii kapitalistycznej, nie osunął się w tymczasową depresję przetrwania. Do każdego, komu bliskie są idee równego i sprawiedliwego społeczeństwa, opartego o samorządność w miejscu pracy i zamieszkania. Do tych, co nie są w stanie pogodzić się z mdłościami alienacji.
Jaki ma sens walka o prawa pracownicze w kraju, gdzie władza sama daje ludowi wszystko? Ba, gdzie władza SAMA jest ludem? Pracownicy w Wenezueli zdają się mieć inne zdanie niż pragnący ich dobra sympatycy tzw. "Rewolucji Boliwariańskiej" rozsiani po całym świecie. W zeszłym roku, doszło do szeregu wystąpień pracowniczych w Wenezueli, które jasno pokazują, że pracownicy nie chcą dać się przekonać, że żyją w pracowniczym raju. W jednym Chavez i pro-amerykańska opozycja są zgodni: pracownicy mają pracować, a nie żądać podwyżek. Jak nie - mogą odejść.












